Pierwszy plus po trzech i pół roku
Komponent przesyłek Cass wzrósł w sierpniu do 1,038. Dynamika roczna wyniosła 2,1 proc., a miesięczna 5,6 proc. Po odsezonowaniu było to 5 proc. Cass podkreśla, że sierpniowy wynik zasadniczo odwraca spadki z czerwca i lipca, dlatego nie przesądza jeszcze o mocnym odbiciu popytu. Przy zwykłym wzorcu sezonowym wrześniowy odczyt byłby około 1 proc. wyższy niż rok wcześniej.
Wskaźnik opiera się na rzeczywiście opłaconych fakturach frachtowych klientów Cass i obejmuje różne krajowe gałęzie transportu. Przewozy truckload odpowiadają za ponad połowę liczby przesyłek, a LTL za około jedną czwartą. To szeroki barometr aktywności, lecz nie pełny obraz całego rynku i nie bezpośredni odpowiednik warunków europejskich.
Stawki kontraktowe doganiają rynek
Cass Truckload Linehaul Index, który nie obejmuje paliwa ani opłat dodatkowych, wzrósł w sierpniu o 0,7 proc. miesiąc do miesiąca i o 11,3 proc. rok do roku. Był to dwudziesty kolejny wzrost roczny. Autorzy raportu zwracają uwagę, że spot lekko hamuje, ale znacznie większy segment kontraktowy podnosi ceny. To ważne, bo presja kosztowa przestaje być wyłącznie krótkotrwałym efektem awarii lub sezonowego szczytu.
Wydatki na fracht zwiększyły się o 18,7 proc. rok do roku i o 5,8 proc. wobec lipca. Po korekcie sezonowej wzrost miesięczny wyniósł 6 proc. Zestawienie pięcioprocentowego wzrostu przesyłek z sześcioprocentowym wzrostem wydatków sugeruje około jednoprocentowy wzrost łącznych stawek w miesiącu. W ujęciu rocznym dodatkową rolę odgrywał droższy olej napędowy.
Odbicie nie jest jeszcze boomem
Raport mówi o prawdopodobnym uformowaniu dna cyklu, ale prognozuje raczej umiarkowany wzrost. Ryzyka obejmują ceny ropy, inflację, stopy procentowe i słabszy rynek pracy. Jednocześnie sprzedaż ciągników klasy 8 w lipcu i sierpniu wzrosła powyżej poziomu odtworzeniowego, więc po osiemnastu miesiącach kurczenia podaż pojazdów zaczęła się rozszerzać. To może ograniczać skalę kolejnych podwyżek.
Dla polskiej firmy najważniejszy nie jest sam poziom amerykańskiego indeksu, lecz kolejność zdarzeń. Wolumen dopiero wraca na plus, podczas gdy ceny kontraktowe już rosną dwucyfrowo. Jeżeli podobny układ pojawi się w Europie, przewoźnik czekający z rozmową o stawkach do czasu pełnego odbicia rynku może oddać klientowi pierwszy etap poprawy koniunktury.
Jak wykorzystać sygnał w Polsce
Przewoźnik powinien porównać własne zapytania ofertowe, odsetek odrzuconych zleceń i wykorzystanie floty z trzema miesiącami wstecz. Jeżeli rosną jednocześnie, warto wrócić do stawek na trasach, na których ostatnia renegocjacja odbywała się w słabym rynku. Podwyżka nie musi być liniowa dla całego klienta; lepiej powiązać ją z konkretnymi relacjami, oknami czasowymi i kosztem wymaganej dostępności.
Spedytorzy powinni z kolei sprawdzić, czy kontrakty sprzedażowe pozwalają przenieść wzrost kosztu zakupu. Dobrym zabezpieczeniem jest krótsza ważność oferty i jasny mechanizm korekty paliwowej, ale także osobna wycena gwarantowanej pojemności. Jeden dodatni miesiąc nie uzasadnia prognozy boomu. Uzasadnia natomiast wcześniejsze przygotowanie wariantów cenowych, zanim bardziej zdecydowany sygnał pojawi się w europejskich danych.
Trzy wskaźniki wcześniejsze niż oficjalny indeks
Własne dane firmy często pokazują zmianę szybciej niż statystyka branżowa. Pierwszym wskaźnikiem jest liczba zapytań przypadająca na dostępny pojazd, drugim odsetek zleceń odrzuconych z powodu braku pojemności, a trzecim różnica między stawką zaakceptowaną a pierwszą ofertą. Jeżeli wszystkie trzy rosną przez kilka tygodni, rynek może się zacieśniać nawet wtedy, gdy publiczne wolumeny nadal wyglądają słabo.
Ważne jest porównywanie tych liczb na tych samych relacjach i w tych samych dniach tygodnia. Średnia dla całej floty może ukryć zmianę na jednym korytarzu, a sezonowy szczyt pomylić z trwałym odbiciem. Właściciel firmy powinien mieć osobny widok dla eksportu, importu i kabotażu oraz dla klientów kontraktowych i rynku spot. Dopiero wtedy widać, gdzie podnieść cenę, a gdzie chronić wolumen.
Amerykański odczyt Cass nie daje podstaw do kopiowania stawki lub dynamiki w Polsce. Daje natomiast ostrzeżenie, że ceny kontraktowe mogą ruszyć, zanim narracja o odbiciu stanie się powszechna. Najrozsądniejszą reakcją nie jest spekulacyjne powiększanie floty, lecz przygotowanie danych kosztowych, wariantów cennika i progów, przy których firma włącza dodatkowe pojazdy albo ogranicza najmniej rentowne zlecenia.
Do monitoringu warto dopisać ceny oleju napędowego i relację spot do kontraktu. Jeżeli wolumen rośnie, ale marża po paliwie nie poprawia się, przewoźnik nie ma jeszcze potwierdzenia zdrowego odbicia. Jeżeli natomiast wykorzystanie floty, odsetek zaakceptowanych podwyżek i termin płatności poprawiają się równocześnie, sygnał jest znacznie mocniejszy. Taka kombinacja uzasadnia ostrożne zwiększenie dostępności, lecz nadal wymaga testu na kilku tygodniach danych.
źródło: Lorry.pl